środa, 20 lutego 2019

M. G. B. 1950 - 1993

Co tu dużo pisać... Mistrzu pamiętamy o Tobie!


Jeśli ktoś jeszcze nie ma, lub może nie wie - polecam wspaniałą publikację pt. 6 bieg. Jest to zbiór wspomnień o naszym nieodżałowanym Mistrzu. Pozycja obowiązkowa w archiwum każdego fana rajdów. Mnie pozwoliła spojrzeć na postać Mariana nie tylko jako sportowca, ale zwykłego człowieka - który był ojcem, biznesmenem, przyjacielem ale też wesołym gościem pogrywającym czasem na harmonii. Prawdziwy wzór do naśladowania. Czytając tę książkę czułem się jakbym podróżował wraz z Nim na prawym fotelu, cały czas na limicie, cały czas ścigając marzenia. Ale wciąż bezpieczny...  
W dobie "ludzi chorągiewek", prawdziwym zaszczytem dla mnie było odkrywanie postaci Mariana Bublewicza - osoby szczerej i prawdziwej, obdarzonej ogromnym talentem. I choć większość z nas zna Jego dokonania sportowe to należy zauważyć, że tak naprawdę był dopiero na początku swojej drogi. Bogowie umierają młodo. Ot, taka przewrotność losu...





 
 
Autor i prawa autorskie: Artur Kusto 
 Mam nadzieję że jeśli zdrowie pozwoli, to w przyszłym roku uda mi się wziąć udział w przejeździe "Śladami historii Mariana Bublewicza" organizowanym przez grupę zapalonych kibiców. Wielki szacunek dla nich za pielęgnowanie pamięci o naszym Mistrzu.

4 komentarze:

  1. Buen recuerdo Marcjan; vi la foto del Ford Sierra "Marlboro" de Bublewicz enredado en el árbol y me causó escalofríos.
    Abrazo!

    OdpowiedzUsuń
  2. It was a sadly fatal crash Juanh. We lost great driver and good man. We'll always remember Bublewicz - the best rally driver of our nation. Regards!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja niestety nie miałem okazji podziwiać mistrza, ale i tak darzę go dużym szacunkiem. :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam w klubie. Co prawda kiedy odszedł Marian byłem już siedmiolatkiem i o motoryzacji wiedziałem już dużo, to niestety rajdy wciąż nie były na tyle popularne bym mógł podziwiać Go w akcji. Bublewicza odkryłem na nowo, po wielu latach i mogę powiedzieć że na swój sposób też Go pożegnałem. Dobrze że zostawił nam po sobie tyle materiałów by móc pielęgnować pamięć o Nim. Mieliśmy wielu wspaniałych Mistrzów kierownicy, ale tylko Bublewicz był moim zdaniem "magiczny". Potwierdzi to każdy kibic który miał szczęście Go poznać i zamienić słowo. Uwielbiam ogladać wywiady z Marianem, uwielbiam jego "zamaszysty" styl jazdy. Jest taki onboard z Sierry Cosworth na którym widać jak Bubel trzyma w cuglach tylnonapędową bestię. Absolutna wirtuozeria. Coś takiego widziałem jeszcze tylko u jednego kierowcy... A zowił się... Walter Rohrl. Ze sportowym pozdrowieniem!

    OdpowiedzUsuń