niedziela, 18 lutego 2018

Minardi PS01 / PS02 - krótka historia drobnego Malezyjczyka...

"Myślę że Minardi jest synonimem walki przez 21 lat w obliczu szczęścia i łez na najwyższym wyścigowym poziomie" - to słowa właściciela zespołu Minardi - Paula Stoddarta, który zapytany o to czemu zostawił sobie prawa do używania tej nazwy po sprzedaży zespołu Red Bullowi, zwyczajnie odpowiedział: "Bo chcę zobaczyć Minardi na podium!" I zobaczył, choć już nie w Formule 1...

Paul Stoddart i Giancarlo Minardi prezentują PS01 i nowego kierowcę - Fernando Alonso. 
żródło: motorsport.com

 Ciekawe czy podobnie myślał w 2000 roku kiedy stawał się posiadaczem tej ekipy. Przypomnijmy, od sezonu 2001 drużyna wystartowała pod nazwą European Minardi F1 Team a dotychczasowy szef i właściciel - Giancarlo Minardi pełnił już w zasadzie jedynie funkcję honorowo - reprezentacyjną. Stoddart stanął tak naprawdę przed nie lada wyzwaniem - zbudowania zespołu na nowo. Miał na pokładzie zdolnych młodych ludzi zebranych jeszcze za starych "rządów", jak zwykle brakowało jednak jednego - pieniędzy. Widmo bankructwa zniechęciło potencjalnych sponsorów do inwestowania w zespół "z ogona", tak więc Stoddart musiał sięgnąć po środki z własnej kieszeni. O ile z przygotowaniem nadwozia nie było większych problemów i PS01 wyróżniał się aerodynamiką na tle konkurencji, tak napęd pozostawiał wiele do życzenia. Z piwnicy wyniesiono silniki V10 Forda które mocą nijak mogły dorównywać  nowoczesnym jednostkom konkurencji, a by nie robić czarnego PR światowemu koncernowi przemianowano je na markę "European". Pozostała kwestia obsady kokpitów - tu z pomocą pośpieszył zapewne Giancarlo Minardi, który już dwa sezony wcześniej powierzył do testów bolid M01 młodemu Hiszpanowi - Fernando Alonso, a ten wykorzystał okazję by zrobić piorunujące wrażenie. Drugim kierowcą został również dawny podopieczny Minardiego - Tarso Marques.
O tym jak wyjątkową ekipą jest Minardi, Stoddart przekonał się bardzo szybko. Już podczas pierwszego weekendu, gdy wszedł do garażu po wyścigu, zastał tam niemal wszystkich płaczących. Zapytał pierwszego z brzegu członka ekipy: czy coś złego się stało że panuje tu taki nastój? Usłyszał w odpowiedzi: "Ci ludzie płaczą ze szczęścia że bolid dojechał do mety!"
O jakichkolwiek jednak większych sukcesach nie mogło być mowy. Stoddart gorączkowo szukał pieniędzy by kontynuować starty. Postanowił wykorzystać instytucję paydrivera (oczywiście obaj kierowcy i tak dokładali się sponsoringiem do budżetu) w celu zwiększenia dochodów. W wyniku rozmów z malezyjskim rządem (tak tak, na takim szczeblu załatwiało się takie interesy!) do kokpitu PS01 trafia młody Malezyjczyk - Alex Yoong. Chyba nikt w padoku wcześniej o nim nie słyszał, nie do końca nawet wiadomo skąd pochodzi i w jakich seriach się ścigał... To jednak bez znaczenia bo na bokach bolidu pojawiło się logo narodowej loterii malezyjskiej "Magnum" a do kasy zespołu zaczęły wpływać okrągłe sumy. Sam Yoong zawrotnej kariery nie zrobił, był wręcz pośmiewiskiem kibiców i innych kierowców z racji swojego zachowania na torze. Został nawet na jakiś czas odsunięty od prowadzenia bolidu celem "poprawy formy" jak brzmiał komunikat zespołu. To wszystko nie przeszkodziło mu jednak pozostać na rok 2002. Gwiazda Alonso wybuchła na dobre i za sprawą solidnego debiutu w Minardi przeszedł do zespołu Benetton przemianowanego z czasem na Renault. Co było potem - wszyscy wiemy :)

Prezentacja PS02 w towarzystwie malezyjskich partnerów - na sekcjach bocznych bolidu spot zachęcający do odwiedzania stolicy - Kuala Lumpur. Powyżej rysunek Petronas Twin Towers - symbolu architektonicznego Malezji. 
źródło: motorsport.com

 A co z Minardi? Do stajni z Faenzy przychodzi Mark Webber - "swój człowiek" jak mówił o nim Paul Stoddart. Formuła 1 robi na nim ogromne wrażenie - loty odrzutowcem, imprezy, wywiady i to o czym marzył i na co ciężko zapracował - miejsce w bolidzie. Choć model PS02 był udaną konstrukcją, tak jego motor był totalnym "crapem" niewiadomego pochodzenia. Mowa tu oczywiście o jednostkach Asiatech, a więc staruteńkich silnikach Peugeota które jakimś cudem utrzymywano przy życiu. To nie przeszkodziło Webberowi w wykonaniu chyba najbardziej spektakularnego debiutu w wyścigu ostatnich lat! Jego lśniące czarne Minardi w barwach Kuala Lumpur przecięło jako 5 linię mety dramatycznego wyścigu o GP Australii (więcej o tym jak bardzo napięte były to chwile można przeczytać w autobiografii Webbera - polecam!). Po tym wszystkim zaproszono Stoddarta i Webbera na podium by mogli świętować ten wspaniały wynik razem ze swoimi kibicami z Australii. Yoong również miał powody do radości gdyż do mety dotarł jako 7. Później było już tylko gorzej - chyba wszyscy zapomnieli że istnieje ktoś taki, bo do mety najczęściej nie docierał. Współpracę z nim zakończył również sam Stoddart, który wystartował do sezonu 2003 z nieco lepszym zapleczem finansowym dzięki sukcesowi Webbera.
Często mówi się że paydriverzy są niepotrzebni Formule 1. Przez historię Yoonga warto jednak spojrzeć nieco inaczej na tę kwestię - gdyby nie pieniądze od jego sponsorów prawdopodobnie takie gwiazdy jak Alonso czy Webber nie mogłyby wskoczyć do bolidów Minardi i pokazać swoich możliwości. Ktoś powie że że prędzej czy później i tak znaleźli by się w F1 - być może, ale czy odnosiliby takie sukcesy? Czy od razu trafiliby do czołowych teamów? Pozostawiam tę kwestię otwartą...
Dziś ponownie pokazuję dwa bolidy Minardi - oba w których głównym bohaterem jest cichy wojownik z Malezji, o którym słuch zaginął. Podobno został instruktorem jazdy wyścigowej i prowadzi szkolenia z zakresu prowadzenia biznesu, ale nie jestem pewien czy nie na innej planecie ;)
Miniatury to PMA, ich ceny stają się powoli coraz wyższe więc to ostatni moment by ewentualnie wejść w ich posiadanie. PS01 kupiłem nieco taniej z racji braku kamery na obudowie silnika. Szczęśliwie miałem takie coś "na części" z rozbiórki innego modelu Minardi, więc odrobina kleju i model stał się kompletny. Na PS02 polowałem bardzo długo - w zasadzie odkąd zacząłem interesować się kolekcjonowaniem modeli chciałem go mieć w swoim posiadaniu. Miniatury z debiutu Webbera są nieco inaczej wydane i osiągają zawrotne ceny, te z Yoongiem są raczej pomijane (jak sam Yoong zresztą ;) Tak czy siak, ja cieszę się z fajnego zestawu i tym samym dopinam historię Minardi z lat 1999 - 2005. Mam w planach jeszcze postawienie "kropki nad i" ale jest to długofalowy projekt. Myślę jednak że stopniowo będziecie się dowiadywali co chodzi mi po głowie :)













Kończąc wypada mi przeprosić za moją długą nieobecność - mam jednak teraz dużo obowiązków rodzinnych i ciężko mi zorganizować chwilę by poskładać jakiś dający się przeczytać kawałek tekstu. Mam nadzieję, że w nowym roku zaskoczę Was niektórymi wpisami, które niekoniecznie będą związane z tematyką motoryzacyjno - modelarską. W obliczu panującej mody na "retro", chyba i ja uległem jej urokowi. Na łamach bloga postaram się Wam zaprezentować kilka gadżetów minionego 18-sto lecia które na dobre zapisały się w historii przedmiotów użytkowych :) Pozdrawiam! 

czwartek, 14 września 2017

Nowe stulecie, stare problemy... / Minardi M01 / M02

Od ostatniego wpisu minęło trochę czasu... Kolekcje Kolegów "Zbieraczy" zdążyły dość mocno się rozwinąć, a ja stanąłem w miejscu. Niestety poświęciłem sporo funduszy by wyciągnąć nowo nabyte auto ze stanu głębokiej rozpaczy. Czy się udało? Prawie tak, choć po naprawieniu jednej rzeczy wychodzi następna i tak wkoło... Mam trochę wrażenie, nie da się w 100% przywrócić dobrego stanu samochodowi który przez 8 lat był zaniedbywany. 
Muszę przyznać się bez bicia, że nieco zapomniałem o kolekcji i blogu. Dwutygodniowy urlop na którym właśnie przebywam jest więc dobrą okazją by nieco się przypomnieć :) Na czym to skończyłem...?

...a tak Minardi. Końcówka lat 90 nie była szczególnie udana dla zespołu z Faenzy (naprawdę? haha ;). Zespół borykał się standardowo z dwoma problemami: brakiem sponsorów i silnika. Światełko w tunelu zapaliło się wraz z nadejściem roku 1999, gdy do zespołu dołączył junior Ferrari, Hiszpan - Marc Gene. O ile postać samego zawodnika nie zachwycała niczym szczególnym, tak wsparcie jakie ze sobą przyniósł, a więc sponsoring giganta telekomunikacyjnego "Telefonica" już tak. Gustownie zaprojektowany bolid M01 (zerwano z dotychczasowym oznaczeniem trzycyfrowym) otrzymał piękne srebrno - granatowe malowanie z brylującym na osłonie silnika logiem sponsora. Na tle zeszłorocznej konstrukcji auto prezentowało się jak nie z tego świata. Gustav Brunner (główny projektant) stanął na głowie, by używając jedynie ołówka i czystej kartki zaprojektować samochód który stanie w szaranki do walki na torach Grand Prix. 


Trzeba przyznać, że mimo wielu problemów rok nie był zły. Zespół wywalczył punkt w GP Europy, a zdobycz byłaby jeszcze większa gdyby jadący na 4 pozycji Luca Badoer nie doznał awarii silnika. Do tej pory w relacjach sportowych wspomina się Włocha, który płakał jak dziecko nad zaparkowanym na pasie zieleni M01.


Szczęście było naprawdę blisko... 
Nadszedł rok 2000. "Pluskwa milenijna" wcale nie zaatakowała większości komputerów na świecie, tak więc sezon 2000 zapowiadał się naprawdę ciekawie. Mocne Ferrari z Schumacherem, Williams z nowym partnerem silnikowym, McLaren chcący walczyć znów o mistrzostwo... Również w Faenzie panowały bojowe nastroje ponieważ kurek z pieniędzmi od Telefoniki nie został przykręcony. M02 choć dość podobny do konstrukcji zeszłorocznej otrzymał podcięte sekcje boczne oraz modne w tamtym czasie wyjścia wydechów w górne okolice tylnego skrzydła, no i oczywiście... bojowy żółty kolor (tym samym w stawce znalazły się 4 żółte bolidy ponieważ podobne barwy od kilku już sezonów posiadał Jordan). Jeśli ktoś nadal uważa że Minardi budował swoje samochody w szopie gdzieś na skraju włoskiej wioski to polecam obejrzenie poniższego filmu z prezentacji i procesu projektowania M02 


 Choć bolid częściej dojeżdżał do mety niż rok wcześniej, to za sprawą katastrofalnego, przedpotopowego silnika Forda (pod marką Fondmetal) nie mógł nawiązać żadnej walki na torze. A szkoda, bo aerodynamika tego pojazdu stała na bardzo wysokim poziomie, tak więc po raz kolejny potencjał nadwozia został zmarnowany przez kiepski motor. 
Rok 2000 był również ostatnim, podczas którego na czele zespołu stał Giancarlo Minardi. Pogarszająca się sytuacja finansowa oraz rosnące koszty zmusiły charyzmatycznego szefa do sprzedaży zespołu. Po odrzuceniu kilku ofert udało się nawiązać kontakt z Paulem Stoddartem, który od jakiegoś już czasu rozglądał się za możliwością wykupienia jakiegoś konającego zespołu. Dzięki temu historia Minardi toczyła się dalej.

Miniaturki które udało mi się zakupić to już dosyć stare PMA. W Polsce są raczej nie do dostania, przybyły do mnie z Wielkiej Brytanii. Jest to kawał wyścigowej historii więc nie mam żalu o odklejające się kalki na tylnym skrzydle M02 (prawdopodobnie gdyby był to mniej cenny model zabrałbym się za naprawę - a tak - boję się coś spaprać ;) 















Warto jeszcze wspomnieć, że choć czas płynie to słuch o M02 i grzmocie jego V10 nie zaginął. Z tego co udało mi się ustalić wciąż są dwa "działające" nadwozia, najprawdopodobniej w rękach prywatnych. W sieci można znaleźć filmy z prac nad przywróceniem autu świetności :


Samochody pokazały się również podczas festynu na torze Zandvoort. Kolekcjoner z Holandii - Frits van Eerd (notabene właściciel sieci supermarketów) posiada w swoim garażu sporą liczbę bolidów Minardi - wszystkie na chodzie. Jednym z nich (bodaj PS04) startował w serii BossGP. Polecam obejrzenie filmu z tej imprezy - jak widać bardzo emocjonalnej dla honorowego Gościa - pana Giancarla Minardiego.


W następnej odsłonie zapraszam do lektury kolejnych dziejów "Lwów z Faenzy" a szczególnie historii o pewnym drobnym Malezyjczyku, który bardzo chciał zostać kierowcą Formuły 1...