niedziela, 23 kwietnia 2017

Szybki wpis - Mercedes MB100 D Zakspeed Team

Trzeba się pochwalić. Do kolekcji trafił brakujący element układanki, a więc mały wóz techniczny MB100 D pomalowany w barwy zespołu Promarkt Zakspeed Mercedes. Udało się go zakupić w cenie czteropaka przeciętnego piwa więc jak najbardziej przystępnie. 
Szczerze powiedziawszy nie wiem nawet czy takie auto faktycznie istniało - niestety archiwa zdjęciowe z tamtych czasów są dość skąpe. Wypada więc uwierzyć na słowo Herpie, która po raz kolejny zaskoczyła mnie ilością detali "upchniętych" w miniaturce H0. Do modelu standardowo dołączone są lusterka do samodzielnego montażu - element jest jednak tak drobny że nawet nie zabierałem się za jego wycięcie z plastikowego arkusza. 
Całość wygląda razem bardzo dobrze - na tyle, że pomyślałem sobie o zakupie jeszcze jednego bolidu C DTM prowadzonego przez Jorga van Ommen'a. Cierpliwie czekam, aż coś takiego trafi się w rozsądnej cenie :)








Potem to już pozostanie chyba tylko zaprojektowanie dioramy... :)

P.S. Będę wdzięczny jeśli ktoś posiada dostęp do jakiejś ciekawej bazy zdjęć DTM z sezonu 1994.

piątek, 14 kwietnia 2017

Coś poszło nie tak... / Williams FW27 Mark Webber

Za nami pełna emocji inauguracja sezonu wyścigowego. Wystartowało już WTCC, MotoGP, no i oczywiście Formuła 1. Smucić może fakt, że mimo rozpalonych apetytów, na torach nie zobaczymy jednak Roberta Kubicy. Pozostaje więc nadal czekać, aż uda się wreszcie wesprzeć i wypromować kolejnego reprezentanta naszego kraju, który da odrobinę radości polskim kibicom.

Wygląda na to że nowe regulacje dodały Mistrzostwom Formuły 1 nieco pikanterii. Pracę domową nieźle odrobiło Ferrari, które póki co walczy z Mercedesem jak równy z równym. I o to chodziło! 

Rzecz wyglądała nieco inaczej w roku 2005 (znowu ten 2005!). Przy przepisach "majstrowano" nieustannie, nawet podczas sezonu i zespoły dysponujące słabszym zapleczem technicznym (i finansami) nie najlepiej radziły sobie z rozwojem swoich aut. Tak było z Williamsem.
FW27 był pierwszym bolidem zaprojektowanym pod kierownictwem nowego składu inżynierów, któremu przewodniczył młody Australijczyk - Sam Michael. Aby już w pierwszym roku "nie zatonąć", zdecydował się na dość zachowawczy pakiet, którego siłą napędową miał być głównie mocny silnik V10 od BMW i niezły jak na tamten moment skład kierowców. Do zespołu przychodzi gwiazda sprzedanego "puszkowcom" zespołu Jaguar, a więc Mark Webber. Wszyscy mają ciągle w pamięci wspaniały debiut w Minardi i choć jego kariera w Jaguarze nie była usłana wieńcami laurowymi to wyrobił sobie opinię solidnego kierowcy, zdolnego do walki o najwyższe cele. Nic więc dziwnego że Frank Williams miał go na oku już od dłuższego czasu...



Każdy kierowca, który trafia do stajni z Grove mówi jasno - to spełnienie marzeń. Podobnie twierdził Webber. Jednak między tym co widzimy w mediach, a prawdziwym obliczem zespołu istnieje pewna różnica. Rodzinna "sielanka" o jakiej marzył Mark (bo tak według jego doświadczeń z Minardi wyglądał prywatny zespół) okazała się korporacyjną machiną ukierunkowaną na zdobywanie jak najwyższych celów. 
Mimo dobrych relacji z Frankiem Williamsem, Australijczyk popadł w konflikt z drugim człowiekiem Williamsa - Patrickiem Headem. Panowie dosłownie się nie znosili. Head oskarżał Webbera o brak profesjonalizmu, natomiast Webber nie do końca zgadzał się z wymaganiami jakie stawiał przed nim Head (i w sumie miał trochę racji bo FW27 lekko mówiąc czołową maszyną nie był). Oliwy do ognia dolewały nie najlepsze relacje z partnerem silnikowym, a więc BMW, które po cichu już dogadywało się z Sauberem...

FW27 w ciągu całego sezonu orbitowało w okolicach punktów, najlepszy wynik kierowcy uzyskali w GP Monaco, gdzie oba auta zajęły 2 i 3 miejsce. Mimo że Webber nie był zadowolony ze swojego sezonu postanowił pozostać na rok 2006, bo jak później twierdził w swojej książce "nikt dla Williamsa jeździć nie chciał". 

Kariera Webbera w Williamsie powiedzmy sobie szczerze do najpiękniejszych nie należała - sezon 2006 dobił go już na tyle, że odetchnął z ulgą gdy kontrakt na rok 2007 zaproponował mu Red Bull. A Williams? W myśl zasady "jak nie idzie - to nie idzie" szedł dalej w nieznane...

Model który prezentuję to dość dobrze wykonane 1:18 od Mattel. Mimo że jest już bardzo stary to trzyma się bardzo dobrze. Miejscami ma lekko popękane kalki, ale trudno tu mówić o zniszczeniach (równie dobrze tak mógł wyjść z fabryki). Ma skrętne koła i wszystkie detale charakterystyczne dla konstrukcji z 2005 roku. Po raz kolejny dziwi mnie jedynie "poprawność polityczna" modeli od Hot Wheels, ponieważ brakuje reklam jednego ze sponsorów - piwa Budweiser. O ile cenzura tytoniu jest zrozumiała, tak usuwanie reklam lekkiego alkoholu to już chyba zbyt daleko posunięta ostrożność.

Korzystając z okazji pragnę życzyć wszystkim Czytelnikom zdrowych (niestety na pogodne nie ma co liczyć) Świąt Wielkiej Nocy. Mam nadzieję że zbliżające się GP Bahrajnu podgrzeje atmosferę wystarczająco mocno!




















niedziela, 12 marca 2017

I znowu się nie udało... / Wilux Minardi Team 2004

Posiadanie sponsora tytularnego w Formule 1 to fajna rzecz - pieniądze płyną szerokim strumieniem, a większość przestrzeni reklamowej na bolidzie jest zajęta. Chyba wszyscy w zespole Minardi odetchnęli z ulgą kiedy na początku sezonu 2004 ogłoszono że nowym strategicznym partnerem zostaje firma Wilux. Wilux? A co to takiego? No właśnie - czego firma zajmująca się branżą łazienkową postanowiła szukać w Formule 1? Chyba nie rozgłosu i faktycznej promocji bo wówczas związaliby się z zespołem pokroju Mclarena lub Ferrari. A nie, zapomniałem - te zespoły nigdy nie zgodziłyby się reklamować przysłowiowych "kibli" na swoich samochodach. A Minardi? Jak zwykle było im wszystko jedno, aby tylko dwa bolidy znalazły się na starcie GP Australii. 

 Problemy z partnerstwem obu firm stały się widoczne podczas GP Wielkiej Brytanii. Pech nie opuszczał stajni z Faenzy - podczas weekendu wyścigowego na atak serca odchodzi John Walton - członek zespołu i prawa ręka właściciela Paula Stoddarta. Wszyscy w zespole są przygnębieni. Chcąc uczcić pamięć zmarłego przyjaciela zespół decyduje wystawić auta bez reklam, przyozdobione jedynie przydomkiem Waltona - "John Boy".


 Takiej okazji, by jakoś wymiksować się z kosztownych zobowiązań wobec Minardi nie mógł przegapić Wilux, któremu najwyraźniej nie po drodze było już z Formułą 1 (nie przypominam sobie by jeszcze później ta firma pojawiła się w tym sporcie). Oskarżając zespół o działanie na niekorzyść marki zerwano współpracę. Jak powiedział później w wywiadzie Paul Stoddart, nie zrobiło to na nim większego wrażenia, ponieważ Wilux od dłuższego już czasu... nie płacił za swoją przestrzeń reklamową na jego autach. Tym samym Minardi powróciło do "żonglowania" sponsorami, oferując reklamy na pojedyncze grand prix. Malowanie zmieniało się kilkakrotnie w ciągu sezonu by ostatecznie zakończyć sezon w barwach linii OzJet należących do... właściciela zespołu.

Swego czasu prezentowałem już na blogu startujący w 2004 roku model PS04B. Minichamps nie wydał jednak tego auta w malowaniu Wilux, a na takowym bardzo mi zależało. Kolekcjonerom pozostało więc jedynie nabycie "showcara". Pomalowany w barwy z wczesnego sezonu 2004 bolid z 2003 upodobniono jednak do swojego młodszego odpowiednika - różnice widać tak naprawdę w postaci innej pokrywy silnika i tylnego skrzydła (obie konstrukcje były z resztą do siebie bardzo podobne - poważne zmiany przepisów nadeszły dopiero na sezon 2005 tak więc bolidy Minardi były zasadniczo ewolucjami auta z 2002 roku). 







PS03 w barwach Wilux trafia więc na półkę jako ważny element układanki pod tytułem - Historia Zespołu Minardi - największego Fightera Formuły 1!

P.S. Jeśli chcecie poczytać jeszcze o sezonie 2004 w wykonaniu Lwów z Faenzy zapraszam tutaj 

sobota, 25 lutego 2017

FSO Polonez MR89 i Niewiadów N126

Miłość do Poloneza wyznałem publicznie już dosyć dawno. Od tamtego czasu nic się w tym temacie nie zmieniło - jest to nadal moje ulubione polskie auto o którym marzyłem jako dziecko i w sumie marzę dalej jako dorosły facet ;)
Marzenia to jedno, a rzeczywistość - drugie. Polonezy stają się powoli klasykami, których ceny rosną, a odbudowa takiego auta (celowo używam słowa odbudowa, a nie remont) niesie za sobą nie lada koszty. Taką zabawę pozostawiam więc innym, ja natomiast pocieszam się modelami. Dzięki DeAgostini nasz rynek został zalany różnymi wariacjami na temat Poloneza i trzeba mieć rozum Kaszpirowskiego, żeby objąć pamięcią je wszystkie. Na szczególne uznanie zasługuje według mnie miniatura MR89. Posiada całkiem fajne detale w postaci malowanych uszczelek i klamek, najlepsze ze wszystkich wydań przednie reflektory, ładnie odwzorowane koła no i... hak :) Dzięki temu modelik staje się kompatybilny z przyczepą Niewiadów N126 również wydaną w serii KAP. 
I jakoś tak mnie natknęło żeby takie połączenie sobie zafundować. Modelik Poloneza udało się zakupić za równowartość czterech przeciętnej klasy wyrobów chmielowych. Z przyczepą było nieco gorzej ponieważ jej dostępność nie była już tak szeroka. Odpuściłem sobie wydumane "okazje" na Allegro i zamówiłem "niewiadówkę" przez stronę wydawnictwa. Okazało się że wciąż jest w sprzedaży i po 2 tygodniach czekania odebrałem przesyłkę z poczty.
Okazuje się że DeA w całej swojej pazerności potrafiła wpaść na pomysł jak zaproponować polskim kolekcjonerom coś wyjątkowego. Połączenie Poloneza z tą uroczą przyczepką wyszło całkiem nieźle. Przy odrobinie chęci i czasu jest to materiał na naprawdę fajny model. Dopracowania wymaga oczywiście kolorystyka wnętrz obu pojazdów - ja póki co ograniczyłem się do poskładania "hulającego" jak wiatr po polu wnętrza N126 (podczas transportu wszystko się poodklejało), ale mam w planach większe poprawki. 









Z tego miejsca pragnę polecić również folder (książką raczej nie można tego nazwać) dokumentujący dzieje Poloneza od jego powstania aż po jednak smutny koniec. 




I jeszcze jedno pytanie do Kolegów - zbieraczy: ile najdłużej czekaliście na dojście paczki z Wielkiej Brytanii? Czy to możliwe że standardowa wysyłka oznaczona jako "Airmal" jedzie do mnie już trzeci tydzień? Wcześniej, wysłana tą samą formą przesyłka doszła do mnie w 6 dni. Wciąż mieć nadzieję, czy pogodzić się ze stratą modelu...? Pozdrawiam!
 

sobota, 28 stycznia 2017

Mityczny Arrows A23

Dochodzi prawie 22.00 gdy zaczynam pisać ten post. Jest piątek, a ja jestem nieziemsko zmęczony po całym tygodniu pracy. Ale jest coś co nie daje mi usnąć, coś od czego nie mogę oderwać wzroku, coś co od dawna chciałem mieć w swojej kolekcji. Model przyjechał właśnie do mnie z Włoch i wciąż nie jestem w stanie odłożyć go do witryny, może jutro... :)
Arrows był jednym z bardziej zasłużonych dla Formuły 1 zespołów. Miał za sobą sukcesy, lata chude, jak i te zupełnie przeciętne. Jaki miał być rok 2002? Inny. Jak każdy z resztą, odkąd na czele zespołu stanął Tom Walkinshaw. Była to postać dosyć kontrowersyjna - z jednej strony były niezły kierowca wyścigowy, z drugiej zaś, podejmujący niezbyt rozsądne i nie do końca przejrzyste decyzje charyzmatyczny szef zespołu. Sezon 2002 okazał się kulminacją wszystkich błędów w zarządzaniu, które doprowadziły do upadku stajni jeszcze przed końcem zmagań.
Jak wspomniałem wyżej, zaprojektowany na rok 2002 model A23 miał dać ekipie świeży oddech, a co najważniejsze poważnie zamieszać w stawce. Były na to duże szanse, gdyż samochód stworzono ogromnym nakładem kosztów, według analiz technicznych magazynu F1 Racing był to zaraz za Ferrari F2002 najbardziej innowacyjny bolid tamtego roku! 

Po telenoweli z obsadą wyścigowych miejsc (początkowo etatowym kierowcą miał być Jos Verstappen, który aktywnie współtworzył auto; jego kontrakt został jednak wykupiony przez Heinza Haralda Frentzena) przyszła pora na sprawdzian w warunkach "bojowych". Okazało się że bolid jest na tyle szybki by bez problemu konkurować w środku stawki, a w sprzyjających warunkach "podgryzać" miejsca premiowane punktami. I tak pewnie by było gdyby nie ciągłe problemy z niezawodnością, słabym silnikiem i niską motywacją kierowców. Choć w ciągu sezonu Frentzen zdołał zdobyć dwa 6 miejsca, to i tak upłynął on pod dyktando nieukończonych wyścigów. Początkiem końca okazało się GP Francji, do którego na skutek decyzji zespołu oba bolidy nie zakwalifikowały się. Wiadomo było już że problemy finansowe są tak duże, że auta nie są w stanie być przygotowane do... ścigania się. 
Tak "umarł" zespół Arrows - nie kończąc pełnego sezonu 2002. Walkinshaw jeszcze długo zmagał się z procesami od byłych sponsorów, kierowców i dostawcy silników. Tym samym pociągnął na dno również własną firmę TWR.
Historia A23 trwała jednak dalej. Sporą część dobytku upadłego zespołu (w tym kilka gotowych nadwozi oraz pełną "własność intelektualną") wykupił Paul Stoddart, a więc właściciel zespołu Minardi. Upatrywał on w tym działaniu szansy na poprawę osiągów własnej drużyny, poprzez wykorzystanie niektórych rozwiązań technicznych, nie wykluczając przy tym wystawienia całego samochodu (jako PS04) do zmagań na rok 2004. Odbyły się nawet testy porównujące bolid A23 i PS03. Arrows nie zrobił jednak dobrego wrażenia na Australijczyku, ze względu na jego awaryjność i dość zbliżone osiągi do konstrukcji Minardi. Pomysł odłożono więc na półkę, a pomalowane w barwy Minardi nadwozie A23 powędrowało... na lotnistko w Melbourne, by tam łapać kurz jako auto ekspozycyjne. Podobno.
I wydawało się że to już koniec tej opowieści. A jednak ;) W 2006 roku do zmagań przystępuje satelicki zespół Hondy, a więc Super Aguri (stworzone nota bene chyba tylko po to by japońscy kibice mogli oglądać na torze swojego idola - Takumę Sato). Mają silnik, ale nie mają nadwozia. I tu znów pojawia się Stoddart, który odsprzedaje gotowe wyścigówki.  Motor pasuje "jak ulał" i Arrows - już jako Super Aguri SA05 ponownie wyjeżdża na tor! 

Może  to niemożliwe, ale prawie 5-cio letnie nadwozie było w stanie konkurować z dużo młodszymi konstrukcjami - co prawda z ogona stawki, ale jednak. SA05 zaprezentował lepsze tempo niż przechwalony bolid zespołu Midland.
 Moja miniatura to wylicytowany na e-bay Minichamps. W 100% oddaje piękno Arrowsa A23. Wysoko podniesiony nos z ciekawym podwójnym przednim skrzydłem, muskularne sekcje boczne a do tego jedno z ładniejszych malowań poprzedniego dziesięciolecia sprawiają, że model wyróżnia się na półce. 










Mam ogromną nadzieję, że tak jak historia napisała kolejny rozdział dla bolidu A23, tak i ja będę mógł wkrótce postawić obok niego kolejne wcielenia, a więc PS04 i SA05. Szczęśliwie takie miniaturki się ukazały.